wtorek, 1 października 2019

Takie będą Rzeczypospolite.....




Takie będą Rzeczypospolite jakie ich młodzieży chowanie – Jan Zamoyski

Stara jestem. Bardzo stara. 

Czytam, że dziecko musi jak najwcześniej iść do przedszkola, żeby nadążyć za światem, żeby właściwie rozwijać się intelektualnie. 

Czytam, że zbyt długi pobyt w domu, pod opieką matki sprawi, iż dziecko nie odnajdzie się we współczesnym świecie. Nie będzie umiało pracować zespołowo. Nie nawiąże kontaktu z rówieśnikami. Nie rozumiem.

Na skwerze dosiadam się do rówieśniczki, obserwującej trzyletnie dziecko. Mówię, pytam. Kobieta uśmiecha się, wyjaśnia.

„Bo kiedyś proszę panią, dziecko było inaczej wychowywane. Teraz izoluje się je od świata z powodu wirusów, infekcji, pedofilów i psów. Dziecko przebywa głównie w domu, karmione przygotowywanymi w fabryce posiłkami, zatwierdzonymi jako odpowiednie. Matka nie może edukować dziecka, bo zajęta jest praniem, prasowaniem, sprzątaniem, gotowaniem. Do dziecka wynajmuje się opiekunkę, taką jak ja. Opiekunka wychodzi z dzieckiem na dwie godziny dziennie i pilnuje, by dziecko się nie pobrudziło, by nikt obcy z dzieckiem nie rozmawiał, by nie głaskało psów. Dziecka również nie można stresować. W związku z tym, trzeba ograniczyć zabawy z rówieśnikami, bo taki rówieśnik może zabrać zabawkę, może nieodpowiednio się odezwać. A w przedszkolu – wszystko pod kontrolą. A jeśli coś się wydarzy, zawsze można nauczycielkę oskarżyć o niewypełnianie obowiązków.”

Nie chodziłam do przedszkola. Mama nie pracowała. Na śniadanie gotowała mi kaszę manną na mleku. Gdy prasowała, kazała podawać rzeczy do prasowania. Kupiła mi małą miseczkę i razem prałyśmy. Ona – duże rzeczy, ja ubrania dla lalek. Pracy zespołowej uczyłam się na podwórku. Zabawy tematyczne w „dom”, „szkołę”, zabawy w chowanego, berka, skakanka, piłka – rozwijałam się intelektualnie i fizycznie. Koleżanka z podwórka była jak siostra. Sąsiad – jak wujek. Jeśli ktoś miał psa, był jak nasz wspólny.

Dlatego nie rozumiem… stara jestem…

wtorek, 27 sierpnia 2019

Cytaty - Podróże kształcą...




Podróże kształcą - powiedzenie

Dobrze jest wyjechać z domu. Dobrze zobaczyć inne miasta, innych ludzi. Świat niby jest taki sam, niby wszyscy jesteśmy dziećmi tych samych Prarodziców, a jednak wszędzie jest inaczej. Jadąc autobusem też możemy wiele zobaczyć, wiele usłyszeć.

Na łące w okolicach Ostrołęki pasą się krowy. Dostojnie chodzą po trawniku wyjadając trawę. Obok nich na trawie leżą przytulone do siebie czarno-białe cielaczki. Sielanka.

W Szczytnie do autobusu wchodzi kontroler biletów. Potężny mężczyzna mówi „Dzień dobry”. Po okazaniu biletu – „Dziękuję”. „Kanar” może być uprzejmy.

Na trasie do Olsztyna ktoś ociepla domek holenderski stojący pod lasem. Połowa już oklejona styropianem. Obok stoi betoniarka. Zimą będzie ciepło.

W okolicach Raciąża znajduje się ciekawe oświetlenie wsi. Na słupie umieszczono baterię słoneczna, wiatraczek i okrągłą lampę. Ekologiczne latarnie biegną aż do granicy z uprawnymi polami. Mądrze.

Na dworcu autobusowym w Elblągu stoi grupa ludzi. Palą papierosy. Głośno rozmawiają o ostatnim meczu. Nie klną. Młodzież.

Wjeżdżając do Gdańska nocą widzimy oświetloną rafinerię. Sceneria jak z najlepszego filmy science fiction. Tysiące rur iskrzy od blasku i zdaje się rozświetlać ciemne niebo. Postęp.

Starsza pani opowiada o świętym prawie do wyboru. To w ramach dyskusji o antykoncepcji i aborcji. Kobieta jest też człowiekiem i nie można jej zniewalać. Pan twierdzi, że najlepszą forma zniewolenie jest taka, w której nie wiesz, że jesteś zniewolony. Racja.

Młody mężczyzna zabawia siedzącą obok dziewczynę. Delikatnie dotyka jej dłoni. Szepcze coś do ucha. Ona śmieje się. Miłość.

W Lęborku do autobusu wsiada pani z pieskiem. Zwierzątko szybko wskakuje jej na kolana, spogląda w oczy i przytula się. Przyjaźń.

Za oknem wschodzi słońce. Czerwony blask ociera się o brudną szybę. Dzień.

Podróż jak każda inna….

poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Cytaty - Dzień dobry! Cześć i czołem!



Dzień dobry! Cześć i czołem!
Pytacie skąd się wziąłem?
piosenka Wesołego Romka z filmy „Miś”


Kiedyś poszłam na mecz koszykówki. Dawno nie byłam w tej hali i zapomniałam, z którego miejsca jest najlepszy widok na boisko. Usiadłam tu – niedobrze, usiadłam tam – też źle. Wtem zobaczyłam dawno niewidzianych znajomych, obok nich dwa puste miejsca. Jako że znajomi to starzy spece od sportu i przyszli wcześniej ode mnie, pomyślałam, że wybrali całkiem dobre miejsca. Uśmiechnęłam się: „Cześć. Wolne tu?”. Skinienie głową na znak, że tak. 

I na tym nasz dialog się zakończył. Próbowałam nawiązać kontakt komentując głośno pierwsze akcje meczu. Po prawej stronie cisza, po lewej też, bo nikt nie siedzi. W trakcie pierwszej kwarty siada tam kolejny dawno niewidziany przeze mnie, ale bliski innym, znajomy. Panowie po obu stronach próbują się skontaktować ze sobą za moimi placami. Przesuwam tułów do przodu. Niech pogadają. Coś tak szepczą, coś sobie przekazują. Ponownie próbuję nawiązać kontakt i komentuję mecz. Wszak znam się na koszykówce. Po lewicy i po prawicy cisza. Wreszcie przerwa. 

Uśmiecham się i opuszczam miejsce, by rozprostować kości.

Na zewnątrz hali spotykam byłych uczniów. Jeden przyjechał na parę dni z Anglii. Rzucamy się sobie w objęcia. Nie widzieliśmy się przeszło rok. Wcześniej spędziliśmy razem trzy lata w gimnazjum. Nie były łatwe. Teraz uczeń przedstawia mnie starszemu bratu. Obok stoi jeszcze jeden. Przybijamy „żółwika”. Chłopak pyta: „I co tam dobrego u pani słychać?” „A u ciebie?”. Nawiązujemy zwyczajny ludzki dialog. Potem jeszcze kilka razy odpowiadam na „Dzień dobry”. Wszystko od młodszego rocznika. Tego znam też ze szkoły, tego z koncertów rapowych, tamtego z innych imprez sportowych. To młodzi wcale nie idealni ludzie.

Po przerwie wracam do hali. Znajomi rówieśnicy siedzą już obok siebie. Podchodzę. Patrzą na mnie wzrokiem, który mówi: „ Siadaj obok!”. Jasne, ze siadam. Stąd dobrze widać.

środa, 14 sierpnia 2019

Czytam - Na pagórku pod słupem - „Powrót taty”




Dziś na tapetę bierzemy słynną balladę Adasia Mickiewicza „Powrót taty”. Sprawdzimy, czy jest ponadczasowa i nadal aktualna. Zapraszam najpierw do przeczytania:

Ballada rozpoczyna się tekstem o trwodze, niepokoju i rozpaczy niczym film u Hitchcocka, monologiem osoby, która jest blisko związana z tatą. Kiedyś była to zwykle żona lub matka. W dzisiejszych czasach może to być również kochanka, partnerka lub kochanek, partner. Dostrzegamy tu ponadczasowość utworu. Owa osoba każe dzieciom udać się w miejsce kultu religijnego, by modliły się o powrót taty. Napięcie zaczyna rosnąć.

Miejsce kultu jest wyraźnie opisane, znajduje się za miastem, pod słupem, na wzgórzu. I tu już mamy problem. Dzisiaj takowe miejsca znajdują się w samym centrum osiedla ludzkiego. Za miastem lokuje się obecnie hurtownie, hipermarkety i różnego typu strefy ekonomiczne. Słupy znajdują się jedynie na otwartych przestrzeniach i są to słupy elektryczne. Ciekawy jest zatem nie słup współczesny, ale ten z czasów Mickiewicza, kiedy ani prądu, ani telegrafu nie było. Zadanie dla historyków – do jakiego celu przeznaczony był słup w pierwszej połowie XIX wieku?

Najmniej dyskusji wzbudza wzgórek, bo wzgórków ci u nas dostatek, jak przysłowiowych mrówków. W sumie możemy powiedzieć, że dzieci pobiegły pod słup wysokiego napięcia doprowadzający prąd do zakładu przemysłowego znajdującego w specjalnej strefie ekonomicznej. Napięcie wzrosło nie tylko w sensie psychologicznym.

Pojawia się co prawda cudowny obraz, ale i z tym sobie poradzimy. Ktoś coś na tym słupie powiesił, to coś rozbłysło i lud uznał za znak cudu. Zjawisko często dziś spotykane wśród wyznawców wielu kultów.

W kolejnych wersach osoba bliska tacie informuje, że ten nie wraca ranki i wieczory, co wzbudza uzasadniony niepokój. Nie dzwoni, nie wysyła SMS-ów, na fejsie też się nie loguje. Wnioskujemy z tego, że rozładowała mu się komórka lub ktoś mu zakosił lub przebywa poza zasięgiem wszystkich sieci komórkowych i internetowych. A to już prawdziwy powód do łez i trwogi. Ale popatrzmy na to optymistycznie. Tata tak się śpieszy do dzieci, że nie ma czasu naładować komórki lub kupić nowej, jeśli ktoś starą mu zakosił. Z tego też powodu nie korzysta z internetu. Może również jechać w terenie, w którym akurat jest awaria zasięgu, bo „rozlały rzeki”. Problemem stają się natomiast zwierzęta. Jeśli tata wybrał szosę biegnąca między lasami, zawsze mógł natknąć się na przechodzącą na druga stronę jezdni sarnę lub co gorsza łosia. W dzisiejszych czasach takie spotkania trzeciego stopnia są bardzo niebezpieczne, zwłaszcza jeśli pędzi się z prędkością powyżej 50 km na godzinę. A tata się śpieszył, oj śpieszył do dzieci. Może gdzieś tam leży biedaczek w krzakach i cierpi, albo już nie cierpi… Powód do niepokoju jest!

Zbójcy na drodze też mogą się przytrafić. Jeśli tata jest kierowcą Tira, to oczywiście mógł zostać napadnięty przez zorganizowaną grupę przestępczą, okradziony i pozostawiony w lesie. Jeśli natomiast jest przedsiębiorcą prywatnym, co mogą potwierdzić kolejne wersy, bo tata ma sługi czyli podwładnych, mogły go zatrzymać różne organa ścigania, ze skarbówką na czele. Siedzi więc taki tatuś w areszcie wydobywczym i ma zakaz kontaktu nawet z własnym adwokatem, żeby nie mataczyć w śledztwie. Powód do troski jest!

Wcześniej oczywiście można by tak wysunąć teorie dotyczące dokąd i w jakim celu tato pojechał. Mógł na przykład wracać z robót interwencyjnych w Anglii, gdzie likwidował Unię Europejską, mógł wracać z plantacji truskawek w Belgii lub z pracy w charakterze opiekuna osób starszych z Niemiec. Powodów dla których najpierw wyjechał, a obecnie wraca jest multum.
No więc biegną te dzieci pod ten słup z tysiącem woltów i modlą się. Spis modlitw taki sam jak obecnie, zatem aktualność utworu w 100 procentach. Do tego dzieci chodzą do szkoły, bo potrafią czytać. Mało tego – są w wieku pokomunujnym, bo mają książeczki do nabożeństwa. Trochę nie tak jak dzisiaj. Ostatnio nie zauważyłam, żeby ktoś w kościele korzystał z książeczek do nabożeństwa. Teraz ksiądz wszystko wyświetla na telebimie. Litanię też. Tutaj ponadczasowość utworu trochę nam siada, ale nie czepiajmy się szczegółów.

I tak się te dzieci modlą, aż nagle słyszą znajomy szum silnika tatusiowej bryki. Jedzie wraz z innymi znajomą szosą! Jego fura na przodzie!

Okazuje się ,że tato to potężny biznesman, posiadający flotę tirów. Sam prowadzi konwój swoim białym jaguarem.

No jest radocha. Tata wyskakuje zza kierownicy. Każe pracownikom odjechać, a sam wita się z dziećmi. I nagle wtedy, tuż za budynkami zakładu strefy ekonomicznej pojawiają się brodaci zbójcy, pewnie na motocyklach. Jest ich również niewielu, gdyż większa grupa zaatakowałaby cały konwój, a nie tylko tatę. Broń mają kiepską, jedynie noże. Ale na jednego tatę z dziećmi wystarczy. Grożą ojcu. Każą oddać wszystko co najcenniejsze, czyli karty kredytowe, debetowe, złote i inne wraz z spisem pinów. Tato oczywiście się zgadza. A niech se biorą, po powrocie do domu zablokuje i tyle. Byle by tylko życie ocalić. Nie jest to takie proste, bo zbójcy wiedzą jak działa system kart.

I wtedy następuje zwrot akcji. Szef gangu spędza bandę z drogi i każe oszczędzić tatę. Efekt programu resocjalizującego w więzieniu? Nie, inna sprawa. Otóż herszt, oczekując na jaguara, którego namierzył mu dwieście kilometrów wcześniej kumpel spod celi, lornetował monitor monitorujący teren wokół strefy wraz ze znanym nam słupem. Tam ujrzał modlące się dzieci. Ruszyło go sumienie, bo sam miał syna, na którego regularnie płacił alimenty, wszak dobry to był zbójca. Puścił więc tatę wolno i zasadził się na kolejnego. Miał nadzieję, ze tym razem będzie to bezdzietny bezbożnik.

Jak widać z powyższych rozważań, ballada Mickiewicza jest ponadczasowa i nadal aktualna.

Morał z niej płynący – módl się pod słupem.

niedziela, 4 sierpnia 2019

Smutek....




I jest mi smutno.... od dłuższego czasu smutno... niby powinnam ironizować, wyśmiewać, ale jakoś brak mi energii do tego typu działań. Po prostu chyba się podłamałam... jeszcze jakoś chwieję się na wietrze, ale wczoraj usunęłam znajomą ze znajomych na wiadomym portalu, bo po prostu …. nie wytrzymałam... A cierpliwość do ludzi z reguły mam....

Jasne, że chodzi o nienawiść. Jasne, że głównie chodzi o nienawiść głoszoną z ambon, z miejsc, co się zowią miejscami kultu religijnego. Z miejsca, w którym głosi się Słowo Boże, które jak się okazuje jest tylko słowem bożym bez znaczenia....

Jeden ze znajomych przestał chodzić do kościoła. Nie mógł pogodzić spowiedzi z przypadkami pedofilii: „To ja mówię o moich grzechach, a potem on może idzie sam grzeszyć z małolatem?!” - stwierdził oburzony.
Oczywiście jest owe „może”, ale jednak ksiądz to zawód zaufania publicznego i jak żona cezara – powinien być bez zarzutu.

Pocieszyłam kumpla, że nie we wszystkich religiach pnia chrześcijańskiego jest coś takiego jak spowiedź. Niech się nie martwi. Od odpuszczania grzechów jest Bóg, a nie podejrzany typ w czarnej kiecce.

Inna znajoma popiera krucjatę kościoła wobec wszelkich mniejszości, bo nie tylko o seksualną tu chodzi. Zupełnie nie dopuszcza do swego mózgu nauk Chrystusa, który po pierwsze nakazywał kochać i przebaczać. Jej umysł powrócił do stanu średniowiecza, kiedy nawoływano do walki z niewiernymi (wyprawy krzyżowe) i późniejszego palenia czarownic. Zapewne gdyby jej dano parę szczap drewna i zapałki, podpaliłaby każdego z ruchu LGBT. Wzorem do naśladowania jest dla niej wiadomy biskup, który krzyczał w kościele o tęczowej zarazie. Dla niego pewnie oddałaby życie. 

Wśród przeciwników Marszów Równości i haseł równego traktowania każdego człowieka na jednym ze zdjęć w sieci znalazłam ludzi z nazwą mego klubu sportowego....

Smutno mi się zrobiło.... i to bardzo....

Pamiętam opowieści swego ojca o pierwszych, powojennych latach, kiedy klub sportowy powstawał. Sport jednoczył ludzi. Różnych. Bo było to na tzw. Ziemiach Odzyskanych. Przybywali tu ludzie z różnych stron Europy. Przybywali tu ludzie z różnymi życiorysami. Z Francji, Grecji, Litwy, żołnierze AK i WiN, drobni przestępcy, szabrownicy, komuniści, Żydzi, prawosławni.... Niemcy.... bo to nie prawda, ze wszyscy od razu wyjechali....

I postanowili tu żyć razem.
I spotykali się razem na stadionie.
Czasami sobie pomagali.
Czasami się z siebie śmiali.

Pamiętam przez moje mieszkanie, jeszcze w latach sześćdziesiątych, przewijały się przeróżne osoby związane ze sportem, z ukochanym klubem.... To właśnie dzięki temu nauczyłam się tolerancji w stosunku do osób różniących się ode mnie ….

To był taki symbol starożytności.... Grecy na czas igrzysk, na czas sportowej rywalizacji zawieszali wszelkie wojny.

Dziś ludzie posługują się klubowymi barwami w celu tępienia innych ludzi.... Niemożliwe jest wykonanie tego, o czym nauczał Chrystus. Niemożliwe jest powielenie schematu starożytnej Grecji.

Ktoś niedawno powiedział mi, że nie potrafię się dostosować do obecnych czasów. Przede wszystkim nie powinnam głosić swoich poglądów, bo takie jakie mam, są obecnie niemodne, nie są trendy. Jeśli już tego nie potrafię, powinnam machać ręką na wszystko. Olewać wszystko i siedzieć cicho.

Jakoś nie potrafię... jakoś mi smutno.... jakoś źle.... bo doczekałam czasów pogardy.... czy doczekam czasów szacunku i miłości?
Coraz częściej wątpię...


wtorek, 30 lipca 2019

Czytam - Robota na środku jeziora - "Świtezianka"




Dzisiaj zajmiemy się jedna z najbardziej znanych ballad Adasia Mickiewicza, mianowicie „Świtezianką”.

Po wielokrotnym jej przeczytaniu, patrząc na skomplikowane dzisiejsze czasy oznajmiam, że utwór ten powinien zostać wycofany z listy lektur i zakazany całkowicie! Promuje on wartości niegodne młodego pokolenia Polaków, uczy rozwiązłości i propaguje niemoralność. W związku z tym, że zahacza już o czystą pornografię, tekst ten przeznaczony jest jedynie dla osób pełnoletnich. Małolaty! Won z mego blogu!

Skoro już sobie dzieciarnia poszła, możemy interpretację zaczynać.
W drugim wersie tekstu mowa jest o dziewicy chodzącej brzegiem jeziora. Towarzyszy jej chłopak. Niby nic… a jednak kilka wersów dalej mamy informację, że:
Pewnie kochankiem jest tej dziewczyny,
Pewnie to jego kochanka.”

Dziewica i kochanka? Coś tu nie gra…chyba, że robili to po francusku… I tu mamy problem do rozstrzygnięcia: czy po francusku to pełny seks, czy tylko gra wstępna? Stosunek płciowy czy nie? Jedni uważają tak, drudzy inaczej. W każdym razie przy tego typu zabawach można jednak cnotę zachować i mamy wtedy taką francuską dziewicę. Co prawda Adaś Mickiewicz najpierw napisał balladę, a potem dopiero zamieszkał we Francji. Być może jednak jakieś ślady francuskiej edukacji nie były obce jemu i jego największej miłości Maryli Wereszczakównie. W końcu łazili wokół jeziora, coś tam szeptali, coś tam rozbili. W każdym razie mamy pierwszy punkt zakazujący analizy utworu w szkołach – zakazana miłość. Francuska rzecz jasna.

W dalszej części utworu młodzieniec składa przysięgę, jeszcze nie małżeńską, a z usta dziewicy padają padają znamienne, zwłaszcza dla feministek słowa:
Pomnę, co ojciec rzekł stary:
Słowicze wdzięki w mężczyzny głosie,
A w sercu lisie zamiary.”

Właśnie… dzisiaj, kiedy propaguje się idee „Kobiety rodzić i brać po 500” feministyczne zapędy francuskiej dziewicy są zupełnie niepoprawne ideologicznie! Skąd taka opinię o facetach wziął nasz wieszcz narodowy, trudno powiedzieć. Wszak ruchy feministyczne datują się znacznie później niż żywot poety… W każdym razie mamy drugi argument za tym, by utwór umieścić na liście zakazanych.

Czytajmy dalej. Po tych słowach dziewica odchodzi, zostawiając młodzieńca. Ten, nie doczekawszy się stosunku francuskiego, przeżywa udręki podniecenia. I co teraz? Masturbacja? No nie. Zjawia się ratunek:
Ponad srebrzyste Świtezi błonie
Dziewicza piękność wytryska.”

Na środku jeziora wytryska oczywiście. Prawi komplementy, zaprasza do łoża, nęci i kusi. Wreszcie idzie na całość – robi striptizie:
z zasłon błysną piersi łabędzie”.

Opis striptizie w szkole – skandal. Argument numer trzy przeciwko Adasiowi.

Wróćmy do naszego strzelca z lasu. Jest on tylko i wyłącznie słabym facetem. Nie potrafi się oprzeć wdziękom nieznajomej z jeziora. I lezie do niej. Jak? No po wodzie zasuwa!:
Niesie go wodne przestworze,
Już z dala suchych odbiegł wybrzeży,
Na średnim igra jeziorze.”

I co wy na to? Z czym kojarzy się wam spacer po wodzie? Na pewno nie z francuska miłością i feministycznymi poglądami. Kto spacerował po wodzie? Kto miał taką moc? Kogo wizerunek wykorzystał Adaś z romantyzmu do ukazania niecnych czynów, sprzecznych z wiadomymi wartościami? Nie będę mówić. Wszyscy wiemy. Sodoma i Gomora! Hańba! I taki utwór literacki jest symbolem romantyzmu?

Zbulwersowałam się. Dosyć. Pozwólcie odetchnąć. Czwarty argument przeciwko Mickiewiczowi za nami.

W porzo, spoko. Lećmy dalej. Na jeziorze coś dzieje. Poeta dokładnie nie opisuje. Ale do czegoś dochodzi! I nie mówcie, że nie, że tylko patrzyli sobie w oczęta. Wszak francuska dziewica stwierdza, że chłopak nie dotrzymał przysięgi. Jednym słowem zdradził!

Jak?! No, jak oni to zrobili na środku jeziora, stojąc na wodzie?
Przejrzałam wszystkie kamasutry, sztuki kochania, nawet mistrza Fredrę przeczytałam i nic. Ma ktoś jakiś pomysł?

W każdym razie zdrada nastąpiła - argument numer pięć. Nie wolno zdradzać, szóste przykazanie o tym mówi.

Tymczasem na jeziorze nagle pojawia się tsunami i pochłania dziewicę wraz z jej kochankiem. I dobrze im tak!

Koniec na dzisiaj.