Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maj. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maj. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 maja 2020

Narodowa kwarantanna L - Niech się świeci 1 Maja



film na dziś „Biało-niebieski sen”


Oto kochani zbliżyliśmy się do takiej rocznicowej cyfry. Pierwszy felieton napisała dla Was 13 marca... który jest dziś.... widać.

I to już będzie koniec...

Koniec mego pisania pod hasłem „Narodowa kwarantanna”. Bo inne felietony oczywiście będą, nie codziennie, ale będą. Zatem tak całkowicie nie opuszczajcie cioci Grażynki.

Dlaczego akurat dziś kończę?

Pierwszy powód to oczywiście wymieniona powyżej cyfra. Chciałam co prawda dociągnąć do tej oznaczającej mój wiek, ale pomyślałam o kłopotach. Kłopotach tematycznych.

Od kilku dni przerzucam sieć, nawet programy w różnych tv zaczęłam oglądać, by znaleźć natchnienie. Kiepsko jest. Zauważyłam, że mały, wredny hitlerek zaczyna znikać. Oczywiście, że nie z naszego życia.
Z ekranów. Monitora i telewizora w moim przypadku.
Jest go coraz mniej, a jego miejsce zajmują wybory. Jasne, że prezydenckie, nie te związane z zakupami, czy kupić „Żubra” czy „Łomżę”.

Być może niedługo wszyscy zapomną o wirusie. Ważne będą jedynie karty do głosowania. Urny do pochowania. Kandydaci do zapomnienia. Wyborcy do kitu.

Szykuje się zwycięstwo polskich wyborów prezydenckich 2020 nad koronawirusem.

O polityce starałam się pisać niewiele. Wiem, że od niej nie uciekniemy. Ale pisać o niej jakoś mi się nie chcę. Są inni od tego. I mądrzejsi. I głupsi. Kontynuując cykl „Narodowej kwarantanny” pewnie bym wkrótce musiała pisać, bo z innym tematem bym się nie przebiła. Mamy zatem drugi powód, by cykl zamknąć.

Trzecim powodem jest dzisiejszy dzień.

1 Maja.

Święto Pracy.

Dzień uwielbiany przez moje pokolenie.

Dzień przeklęty przez przeciwników socjalizmu.

Dzień wstąpienia Polski do UE.

Słowem – dzień bardzo ważny.

Już wczoraj wywiesiłam na balkonie flagę. Pewnie nadal samotna powiewa na wietrze. Przez okna widzę aż dwie inne. Normalne. To nie procesja w Boże Ciało, by dekorować balkony. Ani piłkarskie mistrzostwa w 2012, kiedy wszystko pokryte było narodowymi barwami.

Zaraz, zaraz, kiedy ja ostatni raz obchodziłam Święto Pracy?

Tak w 2011.... Na „majówkę” wyjechałam do ukochanego Wałbrzycha. Pierwszego maja siedziałam ze znajomymi w pubie przy stadionie na Nowym Mieście. Piliśmy piwo, wspominaliśmy stare, dobrze pochody i stragany. Co chwilę ktoś podsumowywał „I komu to przeszkadzało?....”. Drugiego maja byłam na grillu. A w rocznicę uchwalenia konstytucji miałam pociągiem około 13.00 wyruszyć do Wrocławia, gdzie oczekiwał mnie zmotoryzowany syn.
Tymczasem zatelefonował i kazał być wcześniej. Wyjechałam ok. 8.00. Już na dworcu zauważyłam, że z nieba leci coś białego. Może to płatki kwiatków? Drzewa wszak kwitną... Wraz z towarzyszącą mi roczną wówczas sunią wsiadłam do pociągu. W połowie trasy telefonicznie odezwała się wczorajsza koleżanka z grilla. Zapytała, czy widzę ten śnieg. Jaki? Za wagonowym oknem pada deszcz. Tymczasem w Wałbrzychu ponoć zaczął padać śnieg i to nie byle jaki. Taki styczniowy.
We Wrocławiu przesiadłam się do auta syna i pomknęliśmy „ósemką” do domu. Lało. Normalnie lało. W okolicy Rawy Mazowieckiej postanowiliśmy zrobić postój toaletowy. Lało. Pies nam zmókł. Kolejna znajoma zatelefonowała. Pytała, czy jesteśmy poza Dolnym Śląskiem, to ten już odcięty od świata. Śniegiem. Zaspami.

Po dotarciu do domu szybko włączyliśmy telewizor i komputer. Nie wierzyliśmy własnym oczom. Trasa kolejowa, którą rano jechałam – zamknięta. Drzewa zerwały trakcję elektryczną. Na podjeździe do Wałbrzycha ze strony Świdnicy – stłuczka za stłuczką. Wiadomo, auta miały już letnie opony...

Ja na szczęście byłam już w domu.... w tym samym co teraz....

Niech się święci 1 MAJA!

poniedziałek, 6 maja 2019

Majowe prezenty





„Znów przyjdzie maj, a z majem bzy” - śpiewała ongiś Beata Kozidrak.... I maj przyszedł, a z majem okres prezentów. Najpierw komunijnych. Bo tak to w naszej katolickiej rzeczywistości jest, że tzw. „komunia święta” to czas ubijania interesów dosłownie przez wszystkich, którzy mogą z ową imprezą mieć coś wspólnego.

Zaczynamy więc:

Na portalach społecznościowych i handlowych ofert bez liku.

Mamy naturalne i chrzestne szukają odpowiedniej kreacji. Co ubrać? Co włożyć? Jak wyglądać? „Proszę o poradę – jak powinnam wyglądać jako ciocia starszej siostry mamy dziecka? Czy wypada też na biało?” Oczywiście, że wypada. Jeszcze wianek na głowę i można powtórnie przystąpić razem z dzieckiem do komunii, pierwszej po wielu latach.
„ Jak ubrać córkę na komunię młodszego syna szwagra mojej matki?” - pyta zatroskana mama.
„Czy wypada siedzieć w kościele w żakiecie, jeśli będzie chłodniej”
„Poszukuję sukienki bądź komplet spodnie i żakiet na komunię. Na wzrost 180 cm. Rozmiar tak między 42-44-46”.

Człowiek przerzuca post za postem na wiadomym portalu i dostaje oczopląsu. Ale to dopiero początek. 

Potem są prezenty.

I tu dopiero biznes zaczyna się kręcić. Bo idąc „na komunię” prezent musisz dać. Obojętnie czy jesteś zięciem zmarłej babci czy ojcem chrzestnym kogoś z rodziny. Handlowcy prześcigają się w reklamowaniu owych prezentów. Każdy jest ponoć odpowiedni. Najlepiej komputer najnowszej generacji lub super rower. Niektórzy kupują skutery lub quady. Ci, co nie wiedzą co dać, dają forsę. Nie, nie w kopercie. W czekoladkach z napisem „I Komunia Święta” i obrazkiem Matki Boskiej. Stoją takie pudełka w hipermarketach i wołają „Kup mnie! Kup mnie”. Na obrazku prócz Maryi, Chrystus i Jan Paweł II.
Przepraszam, czy tej trójce to się podoba? Pewnie tak, skoro żadne z nich nie reaguje, na przykład gromem z jasnego nieba, w sam środek marketu.

Znajoma ongiś kupiła chrześniakowi na komunię cztery piłki: do koszykówki, siatkówki, piłki ręcznej i nożnej, żeby w dziecku rozbudzić zamiłowanie do sportu, aby było zdrowe i sprawne. Inna, mgr filologii polskiej, podarowała zestaw słowników w formie papierowej, żeby wzbudzić zainteresowanie książką i pokazać, że drukowane są jeszcze w obiegu.

Obdarowane dzieci podsumowały, że dostały kiepskie prezenty. Obie ciocie nie są już mile widziane w rodzinach.

Jako były nauczyciel znam przypadki, kiedy rodzice zapożyczali się, by „wyprawić” dziecku komunię, a ciocie – by kupić odpowiedni prezent.

Jako były nauczyciel znam przypadki, kiedy dzieci z ubogich rodzin po tzw. „komunii świętej” unikały rozmów na jej temat. Nie miały czym się pochwalić.

Narodzie katolicki, gdzie w tym wszystkim jest Bóg? Z chrześcijaństwa tylko katolicyzm pozostał...

Druga sprawa – prezenty na Dzień Matki.

I teraz coś, co rozłożyło mnie na łopatki. Oto w lokalnym portalu pojawiła się reklama koncertu właśnie z tej okazji. Zaśpiewa znany piosenkarz tzw. starszego pokolenia. Obok napis „Kup mamie bilet!”

Nie, nie kochani, nie mam nic przeciwko temu artyście. Tyle tylko, że nie gustuję w jego twórczości. Do tego coś wiekowo mi się nie zgadzało.... on i mama.... Podczas spaceru z psem przyjrzałam się mamom, to znaczy paniom z wózkami i dziećmi. Zobaczyłam taki przedział wiekowy 25-35 lat. No dobre, mama może być tak do pięćdziesiątki, a potem to już raczej wiek babciny...bez względu na to, czy się ma wnuki, czy nie. I człowiek np. od siedmiu dziewcząt z „Albatrosa” powinien raczej dla nich być przeznaczony. Co ja mówię,  cała Budka Suflera (Cugowski ur. 1950), Lady Pank (Borysewicz ur. 1955), wspomniana wcześniej Kozidrak ur. 1960, to przecież młodzieńczy repertuar obecnych pięćdziesięciolatków, ba starszych od nich też... O Rolling Stones nie wspomnę. Dziadek Jagger ma obecnie ponad 70 lat! Wszyscy on, łącznie z Januszem Laskowskim powinni zaśpiewać z okazji Dnia Seniora.
„To że dziadki śpiewają, nie oznacza, że babcie na ich koncerty chodzą” - usłyszałam, kiedy oznajmiłam, że krzywdę zrobię synowi, jeśli bilet na wiadomy koncert mi kupi.

No tak.... już kiedyś o tym pisałam.... babci nie wypada iść na koncert rockowy, o słuchaniu rapu nawet nie wspomnę.

I chyba temat prezentów wyczerpałam. Na żadną tzw. „komunię świętą” nie jestem zaproszona, a na Dzień Matki pewnie dostanę dobry alkohol.

Aha, dlaczego piszę "tzw. komunię świętą"? Bo to o czym piszę z prawdziwą komunia świętą nie ma nic wspólnego.