foto - internet
tekst z 2017 r.
Kto to VIP, chyba wszyscy wiemy. Gdyby jednak ktoś nie wiedział, wyjaśniam VIP z angielskiego „Very Important Person – bardzo ważna osoba”. Początkowo były to rzeczywiście osoby publiczne, siedzące zwykle na wysokich stołkach w ważnych instytucjach lub gwiazdy filmu, estrady…. Ostatnio jednak skrót zmienił swe znaczenie.
Napis „Tylko dla VIP” lub sam „VIP” pojawia się praktycznie wszędzie, gdzie się coś dzieje. Zastąpił on rzeczowniki „rezerwacja” i „goście”.
Opiszę to zjawisko na przykładach związanych ze sportem, gdyż to środowisko jest mi najbardziej znane. Oczywiście na meczach w hali lub na stadionie była kiedyś „trybuna honorowa”, na której zasiadali zaproszeni goście. Dziś jest trybuna „Tylko dla VIPów”. Kiedyś gośćmi były nie tylko ważne figury w wiadomym komitecie na szczeblu np. powiatowym lub centralnym. Zapraszano innych, zwanych „zasłużonymi dla…” klubu, sportu, koszykówki. Taki gość dostawał z reguły zaproszenie imienne, wysyłane pocztą i okazując je w wejściu, był od razu kierowany był na trybunę honorową. Takowa wyraźnie różniła się od pozostałych miejsc. Czasami kolorem drewnianych ławek, czasami były tam pojedyncze krzesełka przymocowane do betonu. Inni pewnie pamiętają lepiej, jak to wyglądało, może podzielą się wiedzą. Na trybunę zwykli śmiertelnicy patrzyli z zazdrością. „Zasłużeni” mieli najlepszy widok, bo trybuna była umieszczana w najlepszym miejscu na stadionie. Oglądać stamtąd mecz… marzenie… W każdym razie ja będąc dzieckiem bardzo zazdrościłam siedzącym w tamtym miejscu.
Zatem do rzeczy…
Wiosną wybrałam się na mecz piłki nożnej. Idąc na stadion spotkałam kumpla. Zapytał, czy mam bilet. Jasne, że nie mam. Dał mi bezpłatną wejściówkę swego z kolei kumpla, który zrezygnował z przybycia. To była wejściówka „dla VIP”. Rety, wejście na miejsca vipowskie chyba mi się nie zdarzyło…
Klapnęłam na krzesełkach innego koloru. Pierwszą połowę meczu obejrzałam grzecznie, podziwiając wyczyny sportowców. W przerwie uświadomiłam sobie, że jeśli jestem w strefie dla ważnych, to przecież mogę skorzystać z…
Tajemnicze miejsce znajdowała się piętro wyżej. Był to obiekt, na środku stadionowych trybun, gdzie siedział komentator, było miejsce dla dziennikarzy i oczywiście wielka sala dla VIP. Od strony stadionu - oszklona. Stadion widoczny był jak na dłoni, można było go oglądać nie wychodząc z ciepłego pomieszczenia. A w nim… ludzie…już meczu nie chciało się oglądać… smakołyki, przekąski, zakąski, ciasta, ciasteczka, kanapki, kanapeczki, sałateczki, chlebki różnego rodzaju. I piwo. Nie, alkoholu wysokoprocentowego nie było. Mimo tego braku powiało mi wielkim światem. Zaczęłam od piwa, żeby pobudzić organizm do wzbudzenia apetytu. W czasie drugiej połowy meczu postępowałam prawie jak zgromadzeni w sali vipowie - jadłam, piłam i zerkałam na tablicę z wynikiem meczu. Nie rozmawiałam jedynie, bo nie miałam z kim. Wokół mnie toczyły się natomiast dyskusje z meczem niemające nic wspólnego. Tematykę przemilczę.
Do domu wróciłam w wesołym nastroju, bo kanapek w sali VIP zabrakło, ale piwo było w bród (chyba tak się pisze, bo laptop nie zareagował).
Pod koniec lata znalazłam się na turnieju koszykówki. Strefa VIP oczywiście była. Osobne wejście, krzesełka pomalowane na żółto, jak za dawnych czasów na trybunie honorowej. Pierwszego dnia można nawet było przejść obok tych krzesełek i skrytego za nimi tajnego wejścia do sali VIP. Drugiego dnia postawiono barierki, rozwinięto taśmę, postawiono dwóch ludzi i ni… ch… nie można było kroku zrobić za tę taśmę barwy biało-czerwonej. Ale mnie los pomógł. W czasie przerwy na środku boiska odbyło się wręczenie ważnych certyfikatów trenerskich. Wśród trenerów ujrzałam znajomego. Szybko przeanalizowałam sytuację: jestem starszą, dużą panią, której strach się bać, miedzy barierkami mego sektora a boiskiem jest spora szpara, przecisnę się, a jak nie – odsunę barierkę, stamtąd tylko kilka metrów do boiska, a potem strefy VIP… Wszystko trzeba zrobić szybko, żeby ochrona się nie zorientowała. Do boju emerytko! I tak znalazłam się najpierw na parkiecie, potem wraz ze znajomym trenerem na trybunie honorowej. Czy było stamtąd lepiej widać? Akurat nie… Może dlatego na żółtych krzesełkach było niewielu ludzi… No dobrze, wiem, siedzieli w sali VIP-owskiej i być może oglądali mecz na „telebimie”…No dobrze, wiem, jeśli tam było piwo…
A teraz najciekawsze… do takiej strefy VIP może dostać się każdy… każdy, kto ma pieniądze. Po prostu można kupić bilet. Cena – zwykle przekraczająca możliwości zwykłego kibica i wartość butelki, powiedzmy piwa, w owadowym dyskoncie. Tyle tylko, że kibic przychodzi na mecz, VIP na… ja już nie wiem, po co…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz